pociągi i autobusy suną niezmiennie
od przystanku do przystanku
w zamkniętym układzie. cienie drzew
z cieniami budynków tworzą horyzont podróży.
sezon kurczy się przed nami
(nie wiedziałem, że tak szybko).
stoję jak wczoraj z uniesioną dłonią
i kontempluję rozciągnięty blado punkt
na ścianie. anteny na dachach domów stroszą
swe spierzchnięte ramiona.
i nie ma już okazji by przemalować ten kraj
na jakiś przyjazny kolor.