No i zawsze kojarzyły mi się z bitą śmietaną, lodami... A wam?

The Smashing Pumpkins - Today

Nieustająca walka z gołębiami, które chcą założyć gniazdo na moim balkonie. Kilka razy dziennie próbuję wyperswadować tym nachalnym ptakom, że "nie tutaj, nie teraz, że dziękuję, ale nie potrzebuję gołębiej jajecznicy..." Itp. Itd. Jak na razie spokój...

Muszę jednak uważać... Gołębie bywają nieprzewidywalne...
Odkurzyłem stary tekst, który pierwotnie ukazał się w Kulturze (ale nie tej paryskiej), nr 06/07, 2004. Oto fragmencik:
Na mapie kulturalnej i muzycznej Polski znajduje się jedno z nielicznych i nietuzinkowych miejsc, w którym dochodzi do spotkań i towarzyskich, i muzycznych, i artystycznych. Miejsce to osobliwe i obrosłe kultem. Przez niektórych nazywane polskim Knitting Factory. Położone w centrum miasta, przy ulicy Gdańskiej 10, wśród starych kamienic, mieści się w budynku, który był przed wojną małą fabryką mydła. Początkowo wyglądało strasznie, było zapuszczone i wzbudzało obawy założycieli, czy aby na pewno to ma być to miejsce. Wyboru chyba jednak nie mieli, więc poszli na żywioł. Po remoncie i adaptacji, 30 marca 1994 roku, klub ruszył pełną parą. Od samego początku przy sterach stoją Sławek Janicki i Jacek Majewski. Jednak zmieniła się nazwa, która w całości brzmiała następująco: MÓZG – FABRYKA RZEŹB GADAJĄCYCH ZE SOBĄ. „Obecnie używamy tylko pierwszego członu, drugi z różnych względów nie jest już funkcjonalny od paru lat. Geneza powstania nazwy jest pokrętna. Najpierw był „Mózg”, zaczerpnięty z tytułu sztuki Tomka Gwincińskiego, która podobno miała być wystawiona podczas inauguracji klubu, ale nie została pokazana do dnia dzisiejszego. Natomiast drugi to sprawa Kuby Janickiego – syna Sławka. To on wymyślił, wpadł czy też rzucił pierwsze lepsze hasło (...)
„Na początku to była trochę zabawa – mówi Jacek – robimy klub, będziemy grać, robić wystawy, zapraszać zespoły z określonej półki itp. Bardzo szybko uświadomiliśmy sobie, że klub rozrósł się do rozmiarów sporej instytucji kulturalnej, a nawet firmy komercyjnej, w której trzeba robić zaopatrzenie, remanenty, zatrudniać, płacić podatki...” Czy prowadzenie klubu może być sposobem na życie czy tylko zaspokojeniem własnych zainteresowań? „Ciągniemy to już prawie 10 lat i jest to jakiś sposób na życie w tym sensie, że utrzymujemy się głównie z tego, ale też dzięki graniu. Mamy to szczęście, że z większym lub raczej mniejszym ostatnio powodzeniem łączymy zainteresowania i pasje z pracą”.
Pamięci Jacka Majewskiego (1966-2006)
Strona Mózgu: http://www.mozg.art.pl/