
piątek, 30 października 2009
czwartek, 29 października 2009
środa, 28 października 2009
poniedziałek, 26 października 2009
dark eyes
Na stronie madeinbialystok.com do przeczytania kolejna moja recenzja - "Dark Eyes" Tomasza Stańki.
Powyżej: 'Little Thing Jesus' z albumu "Soul of Things" (2002).
W ramach trasy koncertowej promującej nową płytę Stańko ze swoim zespołem zagra koncerty w kilku miastach:
30 listopada - Warszawa (Filharmonia Narodowa)
1 grudnia - Kraków
5 grudnia - Łódź
6 grudnia - Dąbrowa Górnicza
7 grudnia - Chorzów
8 grudnia - Wrocław
9 grudnia - Bydgoszcz
10 grudnia - Szczecin
12 grudnia - Lublin
13 grudnia - Białystok
Powyżej: 'Little Thing Jesus' z albumu "Soul of Things" (2002).
niedziela, 25 października 2009
sobota, 24 października 2009
piątek, 23 października 2009
czwartek, 22 października 2009
środa, 21 października 2009
niedziela, 18 października 2009
punk, anarcho-feminizm, literatura
I już jest... Wywiad z Sylwią Chutnik na stronie madeinbialystok.com. Zachęcam do przeczytania! A poniżej fragment tegoż:
Kamil Dąbrowski: Zanim wydałaś „Kieszonkowy atlas kobiet" i zostałaś prezeską Fundacji MaMa byłaś… No właśnie – sięgnijmy do Twoich korzeni. Jak się zaczęła ta historia?
Sylwia Chutnik: W związku z tym, że zaczęłam się wcześnie buntować, w wieku 11-12 lat, okres wnikania w punk rocka podzieliłam na dwa etapy. Pierwszy etap - wtedy, kiedy jeszcze nie mogłam chodzić na koncerty i ten drugi etap - kiedy już mogłam na nie chodzić, a co za tym idzie, mogłam poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi poglądami. Ten pierwszy okres przypadł wtedy, kiedy poznawałam muzykę rockową, grunge’ową i punkową rzecz jasna. Wtedy też poszłam na swój pierwszy koncert. [Dezerter – przyp. red.]. Działo się to w czasie, gdy chodziłam do ósmej klasy. Wtedy też trafiłam do KLANU-u, czyli Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych, prowadzonego przez świętej pamięci Danutę Wawiłow. Tam też poznałam wiele osób, które, nie ukrywam, wniosły wiele do mojego życia, znalazły się w odpowiednim czasie i miejscu, robiły i myślały podobnie jak ja. To był duży impuls dla mnie i dzięki temu poczułam, że mogę się wreszcie rozwijać i wykorzystywać swój czas na działania kreatywne. Po pierwszych zajęciach w KLAN-ie zostałam wegetarianką, pożyczałam pierwsze punkowe kasety. Po jakichś trzech miesiącach poszłam na koncert, wspomnianego wcześniej, Dezertera. Upiłam się na nim i w rezultacie dostałam szlaban od mamy. Kara polegała na tym, że nie mogłam chodzić przez tydzień na koncerty. W czasach liceum, z kolei zostałam wolontariuszką Amnesty International. Wiele się dowiedziałam na temat tej organizacji, mogłam rozprowadzać ich materiały. Oczywiście znów były kontakty z ciekawymi osobami. W międzyczasie przystąpiłam do pierwszej w Polsce utworzonej grupy anarchio-feministycznej – tak! Nie bójmy się nazywać tego PO imieniu! Grupa początkowo nazywała się Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy. Potem przemianowała się na Emancypunx. To, z kolei, dawało mi już bliższą styczność z dystrybucją zaangażowanej literatury, płyt i kaset oraz poszerzanie kręgu znajomych o podobnych zainteresowaniach. Większość czasu spędzałam na tzw. Czad Giełdzie [miejsce, gdzie można było kupić materiały związane ogólnie z kulturą undergroundu – przyp. red.]. Tam też poznałam Pawła Dunin-Wąsowicza [ówczesnego redaktora naczelnego „Lampy i Iskry Bożej”, dziś „Lampy” – przyp. red.]. Teraz, jak mnie spotyka to mówi: „ooo… kiedyś to na giełdzie razem się stało, a teraz to do Polityki się pisze”. I właśnie tamten okres, ’95 – ’99, był czasem kiedy oprócz poznawania tych wszystkich interesujących i wartościowych ludzi, nasiąkłam tą ideologią, tą kulturą undergroundową, którą noszę po dzień dzisiejszy. To wszystko jest razem ze sobą nierozłącznie związane. Np. bez polityki nie ma u mnie muzyki, nie ma też twórczości bez polityki i zacięcia społecznego. I dlatego staram się to ciągle łączyć i pamiętać o tym.
Kamil Dąbrowski: Zanim wydałaś „Kieszonkowy atlas kobiet" i zostałaś prezeską Fundacji MaMa byłaś… No właśnie – sięgnijmy do Twoich korzeni. Jak się zaczęła ta historia?
Sylwia Chutnik: W związku z tym, że zaczęłam się wcześnie buntować, w wieku 11-12 lat, okres wnikania w punk rocka podzieliłam na dwa etapy. Pierwszy etap - wtedy, kiedy jeszcze nie mogłam chodzić na koncerty i ten drugi etap - kiedy już mogłam na nie chodzić, a co za tym idzie, mogłam poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi poglądami. Ten pierwszy okres przypadł wtedy, kiedy poznawałam muzykę rockową, grunge’ową i punkową rzecz jasna. Wtedy też poszłam na swój pierwszy koncert. [Dezerter – przyp. red.]. Działo się to w czasie, gdy chodziłam do ósmej klasy. Wtedy też trafiłam do KLANU-u, czyli Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych, prowadzonego przez świętej pamięci Danutę Wawiłow. Tam też poznałam wiele osób, które, nie ukrywam, wniosły wiele do mojego życia, znalazły się w odpowiednim czasie i miejscu, robiły i myślały podobnie jak ja. To był duży impuls dla mnie i dzięki temu poczułam, że mogę się wreszcie rozwijać i wykorzystywać swój czas na działania kreatywne. Po pierwszych zajęciach w KLAN-ie zostałam wegetarianką, pożyczałam pierwsze punkowe kasety. Po jakichś trzech miesiącach poszłam na koncert, wspomnianego wcześniej, Dezertera. Upiłam się na nim i w rezultacie dostałam szlaban od mamy. Kara polegała na tym, że nie mogłam chodzić przez tydzień na koncerty. W czasach liceum, z kolei zostałam wolontariuszką Amnesty International. Wiele się dowiedziałam na temat tej organizacji, mogłam rozprowadzać ich materiały. Oczywiście znów były kontakty z ciekawymi osobami. W międzyczasie przystąpiłam do pierwszej w Polsce utworzonej grupy anarchio-feministycznej – tak! Nie bójmy się nazywać tego PO imieniu! Grupa początkowo nazywała się Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy. Potem przemianowała się na Emancypunx. To, z kolei, dawało mi już bliższą styczność z dystrybucją zaangażowanej literatury, płyt i kaset oraz poszerzanie kręgu znajomych o podobnych zainteresowaniach. Większość czasu spędzałam na tzw. Czad Giełdzie [miejsce, gdzie można było kupić materiały związane ogólnie z kulturą undergroundu – przyp. red.]. Tam też poznałam Pawła Dunin-Wąsowicza [ówczesnego redaktora naczelnego „Lampy i Iskry Bożej”, dziś „Lampy” – przyp. red.]. Teraz, jak mnie spotyka to mówi: „ooo… kiedyś to na giełdzie razem się stało, a teraz to do Polityki się pisze”. I właśnie tamten okres, ’95 – ’99, był czasem kiedy oprócz poznawania tych wszystkich interesujących i wartościowych ludzi, nasiąkłam tą ideologią, tą kulturą undergroundową, którą noszę po dzień dzisiejszy. To wszystko jest razem ze sobą nierozłącznie związane. Np. bez polityki nie ma u mnie muzyki, nie ma też twórczości bez polityki i zacięcia społecznego. I dlatego staram się to ciągle łączyć i pamiętać o tym.
A oto zespół, z którym Sylwia m.in. chciałaby zaśpiewać:
Polecam też bloga Sylwii Chutnik!
piątek, 16 października 2009
środa, 14 października 2009
do czterech razy sztuka...
Joaśka - ty to potrafisz pobudzić... do wyobraźni i działania :)
No dobra... moje top 4 w każdej... kategorii :)
No to pajechali...
4 miejsca, w których mieszkałem:
1. dom rodzinny (nie będę oryginalny)
2. mieszkanie z dziadkami (prawie jak wyżej)
3. wynajmowane pokoje (żadna tam rewelacja)
4. miejsce, które właściwie na mnie czeka albo to ja na nie czekam - ale to przyszłość na razie...
4 miejsca, do których lubię wracać:
1. i znów nie będę oryginalny - dom rodzinny
2. ulubiony lokal w dobrym towarzystwie
3. ulubiony kadr w ulubionym filmie (może być takie miejsce, prawda?)
4. ulubione wspomnienia (takie tam ulubione miejsca w mojej pamięci)
4 ulubione potrawy:
1. kuskus z warzywami - różne opcje
2. babka ziemniaczana (mmm... chyba najlepsza ta z piersią z kurczaka w środku)
3. falafele - kiedyś nawet sam zrobiłem i mi wyszły
4. rosół - zupa dobra na wszystko
4 potrawy, ktorych nie znosze:
1. na pewno nie znoszę wędzonych wędlin i ich zapachu
2. kawioru
3. fast-foodów wszelkiej maści
4. chałwy (tłusta i przeraźliwie słodka, bleee)
4 pasje:
1. muzyka
2. muzyka
3. muzyka
4. fotografia - mało jestem oryginalny, ale szczery :)
4 miejsca, które bym zwiedził, gdybym miał taką mozliwość:
1. Nowa Zelandia - oj tak!!! i zostać tam na wieki - może przesadzam, ale na pewno byłaby to podróż życia
2. Tybet - ale już wyzwolony spod okupacji chińskiej
3. Japonia
4. Palestyna za czasów Jezusa
4 seriale, programy, które lubię:
1. Six Feet Under
2. Californication
3. Band of Brothers
4. House M.D. (a jednak...)
4 miejsca pracy:
1. za biurkiem
2. między regałami
3. w magazynie
4. przed komputerem (oczywiście, że w bibliotece)
4 rzeczy, ktore bym chciał zrobić, przeżyć:
1. wybudować dom
2. polecieć na księżyc
3. założyć fundację charytatywną
4. mieć sklep muzyczny oraz wytwórnię płytową
4 ulubione filmy:
1. Czarny kot, biały kot
2. Wszystko jest iluminacją
3. Między słowami
4. Rezerwat
4 ulubionych wykonawcow muzyki:
A jest ich tylu, że musiałbym mnożyć przez 4 i przez 4 i znowu przez 4 i...
Ale jak już muszę wybrać top 4 to proszę bardzo:
1. Pearl Jam
2. Pixies
3. Black Rebel Motorcycle Club
4. PJ Harvey
Jednym zdaniem: rock rules!!!
4 rzeczy, ktore robie po wejsciu do internetu:
1. blogi (i znów jestem mało oryginalny - to zwykłe przyzwyczajenie)
2. poczta
3. newsy
4. facebook (kolejne po blogu miejsce, które "tętni życiem")
Do obnażenia się ze swoich naj- "4" zapraszam każdego. Nie chcę wskazywać palcem konkretnych osób. Po prostu odważcie się pokazać swoje pasje i podzielić się z innymi. Z drugiej strony to takie odprężające :)
No dobra... moje top 4 w każdej... kategorii :)
No to pajechali...
4 miejsca, w których mieszkałem:
1. dom rodzinny (nie będę oryginalny)
2. mieszkanie z dziadkami (prawie jak wyżej)
3. wynajmowane pokoje (żadna tam rewelacja)
4. miejsce, które właściwie na mnie czeka albo to ja na nie czekam - ale to przyszłość na razie...
4 miejsca, do których lubię wracać:
1. i znów nie będę oryginalny - dom rodzinny
2. ulubiony lokal w dobrym towarzystwie
3. ulubiony kadr w ulubionym filmie (może być takie miejsce, prawda?)
4. ulubione wspomnienia (takie tam ulubione miejsca w mojej pamięci)
4 ulubione potrawy:
1. kuskus z warzywami - różne opcje
2. babka ziemniaczana (mmm... chyba najlepsza ta z piersią z kurczaka w środku)
3. falafele - kiedyś nawet sam zrobiłem i mi wyszły
4. rosół - zupa dobra na wszystko
4 potrawy, ktorych nie znosze:
1. na pewno nie znoszę wędzonych wędlin i ich zapachu
2. kawioru
3. fast-foodów wszelkiej maści
4. chałwy (tłusta i przeraźliwie słodka, bleee)
4 pasje:
1. muzyka
2. muzyka
3. muzyka
4. fotografia - mało jestem oryginalny, ale szczery :)
4 miejsca, które bym zwiedził, gdybym miał taką mozliwość:
1. Nowa Zelandia - oj tak!!! i zostać tam na wieki - może przesadzam, ale na pewno byłaby to podróż życia
2. Tybet - ale już wyzwolony spod okupacji chińskiej
3. Japonia
4. Palestyna za czasów Jezusa
4 seriale, programy, które lubię:
1. Six Feet Under
2. Californication
3. Band of Brothers
4. House M.D. (a jednak...)
4 miejsca pracy:
1. za biurkiem
2. między regałami
3. w magazynie
4. przed komputerem (oczywiście, że w bibliotece)
4 rzeczy, ktore bym chciał zrobić, przeżyć:
1. wybudować dom
2. polecieć na księżyc
3. założyć fundację charytatywną
4. mieć sklep muzyczny oraz wytwórnię płytową
4 ulubione filmy:
1. Czarny kot, biały kot
2. Wszystko jest iluminacją
3. Między słowami
4. Rezerwat
4 ulubionych wykonawcow muzyki:
A jest ich tylu, że musiałbym mnożyć przez 4 i przez 4 i znowu przez 4 i...
Ale jak już muszę wybrać top 4 to proszę bardzo:
1. Pearl Jam
2. Pixies
3. Black Rebel Motorcycle Club
4. PJ Harvey
Jednym zdaniem: rock rules!!!
4 rzeczy, ktore robie po wejsciu do internetu:
1. blogi (i znów jestem mało oryginalny - to zwykłe przyzwyczajenie)
2. poczta
3. newsy
4. facebook (kolejne po blogu miejsce, które "tętni życiem")
Do obnażenia się ze swoich naj- "4" zapraszam każdego. Nie chcę wskazywać palcem konkretnych osób. Po prostu odważcie się pokazać swoje pasje i podzielić się z innymi. Z drugiej strony to takie odprężające :)
wtorek, 13 października 2009
poniedziałek, 12 października 2009
dagadana i ich kolor szczęścia
Jak zwykle zachęcam do przeczytania moich tekstów na stronie madeinbialystok.com. Tym razem zapowiadany wywiad z zespołem DagaDana - już dostępny do odczytu.
niedziela, 11 października 2009
kieszonkowe marzenia Sylwii Chutnik
Dzisiaj przeprowadziłem wywiad z Sylwią Chutnik, autorką "Kieszonkowego atlasu kobiet", laureatką Paszportu Polityki (właśnie za tę książkę) oraz prezeską Fundacji MaMa. Niestety na jego publikację musicie poczekać... trochę... - najpierw będę go spisywać, potem Sylwia go autoryzuje, a potem... będzie dostępny na stronie madeinbialystok.com. Aha... zapraszam do odwiedzania nowego lokalu, klubokawiarni Kopiluwak w Białymstoku. Tam też odbyło się spotkanie z Sylwią Chutnik w ramach kolejnej edycji festiwalu Pora Prozy.
A to jedna z ulubionych kapel Sylwii... :)
sobota, 10 października 2009
piątek, 9 października 2009
колір щастя
Колір щастя - kolor szczęścia. Koncert DagaDany był... piękny, emocjonujący, w ciepłych kolorach jesieni... po polsku i po ukraińsku... Tak było 8 października w białostockiej Famie. Niebawem wywiad z zespołem na madeinbialystok.com






wtorek, 6 października 2009
she's lost control
piątek, 2 października 2009
słowa, symbole, obrazy
Zapraszam bardzo do przeczytania wywiadu z Miłką Malzahn - pisarką, wokalistką, dziennikarką, autorką m.in. nowo wydanej książki "Fronasz". Polecam także profil myspace Miłki.
"Cholerna ślepa Julia" z pierwszej płyty "Mapa"
Fragment książki Miłki Malzahn "Nie ma mono".
czwartek, 1 października 2009
rima
Rima z Gródka - ciekawy przykład połączenia kultury białoruskiej i polskiej z muzyką ostrzejszego formatu. 30 września zagrali koncert w klubie Fama w Białymstoku. Majtochy furkotały od tej energii ;) Szkoda, że nie zagrali mojego ulubionego "Starego młyna". Publika mogła wysłuchać świeżego materiału z nowo wydanej płyty "Kalevala".


Subskrybuj:
Posty (Atom)












