Koncert Agi Zaryan. Moc bardzo dobrego jazzu, na wysokim, światowym poziomie. Tak było 19 marca w sali kina Forum. Po występie rozmawiałem z artystką o muzyce i poezji. Wywiad do przeczytania na stronie madeinbialystok.com. Polecam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą made in bialystok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą made in bialystok. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 marca 2010
niedziela, 20 grudnia 2009
coming true, coming...
Miesiąc temu wyszła nowa płyta zespołu Zerova "Hello Tree". O niej też piszę w recenzji na stronie madeinbialystok.com. Polecam!
poniedziałek, 30 listopada 2009
jesień z bluesem
Wszystko co dobre, niestety, szybko się kończy. Jubileuszowa 25. edycja Jesieni z Bluesem przeszła do historii! Więcej o festiwalu dowiecie się na stronie madeinbialystok.com.


Tak przed laty Shakin Dudi śpiewał o Ziucie...
niedziela, 22 listopada 2009
hello tree (zapowiedź płyty)
Już jutro... wyjdzie nowa płyta zespołu Zerova. Szczegóły znajdziesz tutaj... Niebawem także recenzja i zapewne wywiad z muzykami na stronach madeinbialystok.com.
niedziela, 15 listopada 2009
roman-satan-polański...
Pod wpływem wczorajszego koncertu Psychocukru i nawiązując do linijki z tekstu ich utworu "Izrael Poznansky" tytuł tego postu jest jaki jest...
Ale już wracając do Polańskiego... Zapraszam do przeczytania recenzji filmu, który wszedł teraz do kin.
czwartek, 12 listopada 2009
hey! uwaga! bardzo dobra płyta!
Witam, witam po północy. Zapraszam do lektury kolejnej recenzji. Tym razem jest o ostatniej płycie Heya "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!"
wtorek, 10 listopada 2009
śpiące dęciaki...
...czyli panowie Richard Doswell (saksofon) i Dave Hake (trąbka) z Zion Train :)

Oczywiście nadal zapraszam do przeczytania krótkiej relacji (okraszonej foto) z koncertu Zion Train.

Oczywiście nadal zapraszam do przeczytania krótkiej relacji (okraszonej foto) z koncertu Zion Train.
niedziela, 8 listopada 2009
sidney polak
zion train...
Zion Train - Boxes and Amps
Kilka godzin temu w Białymstoku atmosfera zawrzała od jamajskich i elekronicznych rytmów polanych dub'owym sosem. Jeszcze teraz czuję jak moje ciało wibrrruuujeee i faaaaluuujeee...
środa, 4 listopada 2009
live at reading
Kolejna recenzja... Nie próżnuję ;) Tym razem Nirvana i ich sławny bootleg "Live at Reading". Recenzja do odczytu na madeinbialystok.com.
wtorek, 3 listopada 2009
pustki śpiewają wiersze
Zapraszam do przeczytania nowo wysmażonej recenzji na łamach madeinbialystok.com. "Kalambury" to naprawdę wyjątkowa płyta. Posłuchajcie nowej wersji tytułowej piosenki do wiersza Władysława Broniewskiego.
niedziela, 1 listopada 2009
poniedziałek, 26 października 2009
dark eyes
Na stronie madeinbialystok.com do przeczytania kolejna moja recenzja - "Dark Eyes" Tomasza Stańki.
Powyżej: 'Little Thing Jesus' z albumu "Soul of Things" (2002).
W ramach trasy koncertowej promującej nową płytę Stańko ze swoim zespołem zagra koncerty w kilku miastach:
30 listopada - Warszawa (Filharmonia Narodowa)
1 grudnia - Kraków
5 grudnia - Łódź
6 grudnia - Dąbrowa Górnicza
7 grudnia - Chorzów
8 grudnia - Wrocław
9 grudnia - Bydgoszcz
10 grudnia - Szczecin
12 grudnia - Lublin
13 grudnia - Białystok
Powyżej: 'Little Thing Jesus' z albumu "Soul of Things" (2002).
niedziela, 18 października 2009
punk, anarcho-feminizm, literatura
I już jest... Wywiad z Sylwią Chutnik na stronie madeinbialystok.com. Zachęcam do przeczytania! A poniżej fragment tegoż:
Kamil Dąbrowski: Zanim wydałaś „Kieszonkowy atlas kobiet" i zostałaś prezeską Fundacji MaMa byłaś… No właśnie – sięgnijmy do Twoich korzeni. Jak się zaczęła ta historia?
Sylwia Chutnik: W związku z tym, że zaczęłam się wcześnie buntować, w wieku 11-12 lat, okres wnikania w punk rocka podzieliłam na dwa etapy. Pierwszy etap - wtedy, kiedy jeszcze nie mogłam chodzić na koncerty i ten drugi etap - kiedy już mogłam na nie chodzić, a co za tym idzie, mogłam poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi poglądami. Ten pierwszy okres przypadł wtedy, kiedy poznawałam muzykę rockową, grunge’ową i punkową rzecz jasna. Wtedy też poszłam na swój pierwszy koncert. [Dezerter – przyp. red.]. Działo się to w czasie, gdy chodziłam do ósmej klasy. Wtedy też trafiłam do KLANU-u, czyli Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych, prowadzonego przez świętej pamięci Danutę Wawiłow. Tam też poznałam wiele osób, które, nie ukrywam, wniosły wiele do mojego życia, znalazły się w odpowiednim czasie i miejscu, robiły i myślały podobnie jak ja. To był duży impuls dla mnie i dzięki temu poczułam, że mogę się wreszcie rozwijać i wykorzystywać swój czas na działania kreatywne. Po pierwszych zajęciach w KLAN-ie zostałam wegetarianką, pożyczałam pierwsze punkowe kasety. Po jakichś trzech miesiącach poszłam na koncert, wspomnianego wcześniej, Dezertera. Upiłam się na nim i w rezultacie dostałam szlaban od mamy. Kara polegała na tym, że nie mogłam chodzić przez tydzień na koncerty. W czasach liceum, z kolei zostałam wolontariuszką Amnesty International. Wiele się dowiedziałam na temat tej organizacji, mogłam rozprowadzać ich materiały. Oczywiście znów były kontakty z ciekawymi osobami. W międzyczasie przystąpiłam do pierwszej w Polsce utworzonej grupy anarchio-feministycznej – tak! Nie bójmy się nazywać tego PO imieniu! Grupa początkowo nazywała się Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy. Potem przemianowała się na Emancypunx. To, z kolei, dawało mi już bliższą styczność z dystrybucją zaangażowanej literatury, płyt i kaset oraz poszerzanie kręgu znajomych o podobnych zainteresowaniach. Większość czasu spędzałam na tzw. Czad Giełdzie [miejsce, gdzie można było kupić materiały związane ogólnie z kulturą undergroundu – przyp. red.]. Tam też poznałam Pawła Dunin-Wąsowicza [ówczesnego redaktora naczelnego „Lampy i Iskry Bożej”, dziś „Lampy” – przyp. red.]. Teraz, jak mnie spotyka to mówi: „ooo… kiedyś to na giełdzie razem się stało, a teraz to do Polityki się pisze”. I właśnie tamten okres, ’95 – ’99, był czasem kiedy oprócz poznawania tych wszystkich interesujących i wartościowych ludzi, nasiąkłam tą ideologią, tą kulturą undergroundową, którą noszę po dzień dzisiejszy. To wszystko jest razem ze sobą nierozłącznie związane. Np. bez polityki nie ma u mnie muzyki, nie ma też twórczości bez polityki i zacięcia społecznego. I dlatego staram się to ciągle łączyć i pamiętać o tym.
Kamil Dąbrowski: Zanim wydałaś „Kieszonkowy atlas kobiet" i zostałaś prezeską Fundacji MaMa byłaś… No właśnie – sięgnijmy do Twoich korzeni. Jak się zaczęła ta historia?
Sylwia Chutnik: W związku z tym, że zaczęłam się wcześnie buntować, w wieku 11-12 lat, okres wnikania w punk rocka podzieliłam na dwa etapy. Pierwszy etap - wtedy, kiedy jeszcze nie mogłam chodzić na koncerty i ten drugi etap - kiedy już mogłam na nie chodzić, a co za tym idzie, mogłam poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi poglądami. Ten pierwszy okres przypadł wtedy, kiedy poznawałam muzykę rockową, grunge’ową i punkową rzecz jasna. Wtedy też poszłam na swój pierwszy koncert. [Dezerter – przyp. red.]. Działo się to w czasie, gdy chodziłam do ósmej klasy. Wtedy też trafiłam do KLANU-u, czyli Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych, prowadzonego przez świętej pamięci Danutę Wawiłow. Tam też poznałam wiele osób, które, nie ukrywam, wniosły wiele do mojego życia, znalazły się w odpowiednim czasie i miejscu, robiły i myślały podobnie jak ja. To był duży impuls dla mnie i dzięki temu poczułam, że mogę się wreszcie rozwijać i wykorzystywać swój czas na działania kreatywne. Po pierwszych zajęciach w KLAN-ie zostałam wegetarianką, pożyczałam pierwsze punkowe kasety. Po jakichś trzech miesiącach poszłam na koncert, wspomnianego wcześniej, Dezertera. Upiłam się na nim i w rezultacie dostałam szlaban od mamy. Kara polegała na tym, że nie mogłam chodzić przez tydzień na koncerty. W czasach liceum, z kolei zostałam wolontariuszką Amnesty International. Wiele się dowiedziałam na temat tej organizacji, mogłam rozprowadzać ich materiały. Oczywiście znów były kontakty z ciekawymi osobami. W międzyczasie przystąpiłam do pierwszej w Polsce utworzonej grupy anarchio-feministycznej – tak! Nie bójmy się nazywać tego PO imieniu! Grupa początkowo nazywała się Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy. Potem przemianowała się na Emancypunx. To, z kolei, dawało mi już bliższą styczność z dystrybucją zaangażowanej literatury, płyt i kaset oraz poszerzanie kręgu znajomych o podobnych zainteresowaniach. Większość czasu spędzałam na tzw. Czad Giełdzie [miejsce, gdzie można było kupić materiały związane ogólnie z kulturą undergroundu – przyp. red.]. Tam też poznałam Pawła Dunin-Wąsowicza [ówczesnego redaktora naczelnego „Lampy i Iskry Bożej”, dziś „Lampy” – przyp. red.]. Teraz, jak mnie spotyka to mówi: „ooo… kiedyś to na giełdzie razem się stało, a teraz to do Polityki się pisze”. I właśnie tamten okres, ’95 – ’99, był czasem kiedy oprócz poznawania tych wszystkich interesujących i wartościowych ludzi, nasiąkłam tą ideologią, tą kulturą undergroundową, którą noszę po dzień dzisiejszy. To wszystko jest razem ze sobą nierozłącznie związane. Np. bez polityki nie ma u mnie muzyki, nie ma też twórczości bez polityki i zacięcia społecznego. I dlatego staram się to ciągle łączyć i pamiętać o tym.
A oto zespół, z którym Sylwia m.in. chciałaby zaśpiewać:
Polecam też bloga Sylwii Chutnik!
poniedziałek, 12 października 2009
dagadana i ich kolor szczęścia
Jak zwykle zachęcam do przeczytania moich tekstów na stronie madeinbialystok.com. Tym razem zapowiadany wywiad z zespołem DagaDana - już dostępny do odczytu.
niedziela, 11 października 2009
kieszonkowe marzenia Sylwii Chutnik
Dzisiaj przeprowadziłem wywiad z Sylwią Chutnik, autorką "Kieszonkowego atlasu kobiet", laureatką Paszportu Polityki (właśnie za tę książkę) oraz prezeską Fundacji MaMa. Niestety na jego publikację musicie poczekać... trochę... - najpierw będę go spisywać, potem Sylwia go autoryzuje, a potem... będzie dostępny na stronie madeinbialystok.com. Aha... zapraszam do odwiedzania nowego lokalu, klubokawiarni Kopiluwak w Białymstoku. Tam też odbyło się spotkanie z Sylwią Chutnik w ramach kolejnej edycji festiwalu Pora Prozy.
A to jedna z ulubionych kapel Sylwii... :)
piątek, 9 października 2009
колір щастя
Колір щастя - kolor szczęścia. Koncert DagaDany był... piękny, emocjonujący, w ciepłych kolorach jesieni... po polsku i po ukraińsku... Tak było 8 października w białostockiej Famie. Niebawem wywiad z zespołem na madeinbialystok.com






piątek, 2 października 2009
słowa, symbole, obrazy
Zapraszam bardzo do przeczytania wywiadu z Miłką Malzahn - pisarką, wokalistką, dziennikarką, autorką m.in. nowo wydanej książki "Fronasz". Polecam także profil myspace Miłki.
"Cholerna ślepa Julia" z pierwszej płyty "Mapa"
Fragment książki Miłki Malzahn "Nie ma mono".
czwartek, 1 października 2009
rima
Rima z Gródka - ciekawy przykład połączenia kultury białoruskiej i polskiej z muzyką ostrzejszego formatu. 30 września zagrali koncert w klubie Fama w Białymstoku. Majtochy furkotały od tej energii ;) Szkoda, że nie zagrali mojego ulubionego "Starego młyna". Publika mogła wysłuchać świeżego materiału z nowo wydanej płyty "Kalevala".


poniedziałek, 28 września 2009
retrospective
Zapraszam do przeczytania recenzji płyty "Retrospective - The Very Best Of e.s.t." Esbjörn Svensson Trio.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




