niedziela, 18 października 2009

punk, anarcho-feminizm, literatura

I już jest... Wywiad z Sylwią Chutnik na stronie madeinbialystok.com. Zachęcam do przeczytania! A poniżej fragment tegoż:

Kamil Dąbrowski: Zanim wydałaś „Kieszonkowy atlas kobiet" i zostałaś prezeską Fundacji MaMa byłaś… No właśnie – sięgnijmy do Twoich korzeni. Jak się zaczęła ta historia?

Sylwia Chutnik: W związku z tym, że zaczęłam się wcześnie buntować, w wieku 11-12 lat, okres wnikania w punk rocka podzieliłam na dwa etapy. Pierwszy etap - wtedy, kiedy jeszcze nie mogłam chodzić na koncerty i ten drugi etap - kiedy już mogłam na nie chodzić, a co za tym idzie, mogłam poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi poglądami. Ten pierwszy okres przypadł wtedy, kiedy poznawałam muzykę rockową, grunge’ową i punkową rzecz jasna. Wtedy też poszłam na swój pierwszy koncert. [Dezerter – przyp. red.]. Działo się to w czasie, gdy chodziłam do ósmej klasy. Wtedy też trafiłam do KLANU-u, czyli Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych, prowadzonego przez świętej pamięci Danutę Wawiłow. Tam też poznałam wiele osób, które, nie ukrywam, wniosły wiele do mojego życia, znalazły się w odpowiednim czasie i miejscu, robiły i myślały podobnie jak ja. To był duży impuls dla mnie i dzięki temu poczułam, że mogę się wreszcie rozwijać i wykorzystywać swój czas na działania kreatywne. Po pierwszych zajęciach w KLAN-ie zostałam wegetarianką, pożyczałam pierwsze punkowe kasety. Po jakichś trzech miesiącach poszłam na koncert, wspomnianego wcześniej, Dezertera. Upiłam się na nim i w rezultacie dostałam szlaban od mamy. Kara polegała na tym, że nie mogłam chodzić przez tydzień na koncerty. W czasach liceum, z kolei zostałam wolontariuszką Amnesty International. Wiele się dowiedziałam na temat tej organizacji, mogłam rozprowadzać ich materiały. Oczywiście znów były kontakty z ciekawymi osobami. W międzyczasie przystąpiłam do pierwszej w Polsce utworzonej grupy anarchio-feministycznej – tak! Nie bójmy się nazywać tego PO imieniu! Grupa początkowo nazywała się Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy. Potem przemianowała się na Emancypunx. To, z kolei, dawało mi już bliższą styczność z dystrybucją zaangażowanej literatury, płyt i kaset oraz poszerzanie kręgu znajomych o podobnych zainteresowaniach. Większość czasu spędzałam na tzw. Czad Giełdzie [miejsce, gdzie można było kupić materiały związane ogólnie z kulturą undergroundu – przyp. red.]. Tam też poznałam Pawła Dunin-Wąsowicza [ówczesnego redaktora naczelnego „Lampy i Iskry Bożej”, dziś „Lampy” – przyp. red.]. Teraz, jak mnie spotyka to mówi: „ooo… kiedyś to na giełdzie razem się stało, a teraz to do Polityki się pisze”. I właśnie tamten okres, ’95 – ’99, był czasem kiedy oprócz poznawania tych wszystkich interesujących i wartościowych ludzi, nasiąkłam tą ideologią, tą kulturą undergroundową, którą noszę po dzień dzisiejszy. To wszystko jest razem ze sobą nierozłącznie związane. Np. bez polityki nie ma u mnie muzyki, nie ma też twórczości bez polityki i zacięcia społecznego. I dlatego staram się to ciągle łączyć i pamiętać o tym.


A oto zespół, z którym Sylwia m.in. chciałaby zaśpiewać:



Polecam też bloga Sylwii Chutnik!

4 komentarze:

Joanna pisze...

oczywiście, że przeczytałam. jestem wielbicielką S. Ch. :)

No i Twoją też, żeby nie było :))

Lucy pisze...

Zajrzalam. :-)

Kamil Dąbrowski pisze...

:)

Kamil Dąbrowski pisze...

Ha!art linkuje! Na stronie Ha!art-u jest informacja o wywiadzie z Sylwią. Bardzo mnie to cieszy :)

http://www.ha.art.pl/index.php?ShowWholeNews=503