piątek, 6 lutego 2009

awangarda

pociągi i autobusy suną niezmiennie
od przystanku do przystanku
w zamkniętym układzie. cienie drzew
z cieniami budynków tworzą horyzont podróży.
sezon kurczy się przed nami
(nie wiedziałem, że tak szybko).
stoję jak wczoraj z uniesioną dłonią
i kontempluję rozciągnięty blado punkt
na ścianie. anteny na dachach domów stroszą
swe spierzchnięte ramiona.
i nie ma już okazji by przemalować ten kraj
na jakiś przyjazny kolor.

7 komentarzy:

murach pisze...

Joanno - oto i wiersz. Może stary, ale jary. A czy się spodoba... się okaże :)

Joanna pisze...

z zacięciem społeczno- patriotycznym :))
to ja sobie jeszcze poczekam na inne :D

Ale wiesz, nie jest tak źle, jak dla mnie z tym krajem, fajni ludzie w nim mieszkają, kolorowi i weseli :)))

uściski :))

Margarithes pisze...

uhu, podążam w ślad... rozumiem, że czułeś się wyobcowany idąc śladami krajobrazu, ale nie jesteśmy pokoleniem przegranym, więc czekam na optymistyczny wiersz, jakoś czuję, że Tobie w tym wierszu blisko do skamandrytów! Cieszę się, że stare, zmodernizowałeś nieco swoje myśli?

uszczypliwa, ale zaczytana w Tobie po uszy!

murach pisze...

człowiek młody był i zagubiony i jeszcze przeróżne miał myśli pozwijane w najrozmaitsze kłębki etc. etc. ot historia... dzięki dziewczyny za otuchę... i życzliwą lekturę :)))

postaram się coś lepszego upichcić :)

Joanna pisze...

wiesz, przeczytałam WSZYSTKIE ;))) Twoje wiersze na tym blogu :)))

Zdecydowanie jestem Twoją wielbicielką :))
Bardzo :)!

Emma pisze...

,,anteny na dachach domów stroszą
swe spierzchnięte ramiona" - to według mnie perełka :-)

mr żubr pisze...

Bardzo przyjemny wiersz, przyjemny w całym swoim pesymizmie i szarości.