sobota, 6 grudnia 2008

kawiarnia na rogu (okrutnego nieba)

Poproszę Kafkę - rzekł gość
Kafkę małego czy dużego ?
Kafkę mocnego czy słabego ?
Kafkę...

Wszystko jedno - byleby nie pływał w nim
Józef K. - nabawiłbym się niestrawności
Czyli mocny duży Kafka bez Józefa -
- już lecę - świsnął kelner

(trzepot skrzydeł mlasnął, powietrze zadrżało)
(Henryk położył głowę na stoliku)
(dosiadła się do niego kobieta)

Jutro trzynasty dzień tygodnia - jestem przesądna
Eeee taam ! pewnie szefowi znów zegarek stanie

(popatrzył na nią, zerknął na przezroczyste piersi)
(przy lewej tykało niebieskie serce)

Dochodzi dziewiąta
(kelner przyniósł Kafkę)
(z Kafki wyjrzała przerażona twarz Józefa K.)

Brak komentarzy: