czwartek, 18 grudnia 2008

wiersz wege

nie używam już
brzydkich wyrazów
w wierszach
teraz
panuje pełna harmonia

bezrymowo
oddycham poezją
z przepony
jednym słowem:

zostawiłem
wszystkie kurwy
na ulicy

komeda

w tych miejscach czai się krew.
sączy się z naderwanych dźwięków i
s p o k o j n i e spływa po nadgarstkach.
w alkierzach mistrzów próbowaliśmy nowej epoki.
udało się złowić obraz nagiej natury.
czarne i białe słowa pachniały wolnością.

sobota, 13 grudnia 2008

i-n-r-i 2

zabiłem. i znów pokutuję.
nie kupiłem chleba.
to zły znak. kolejny.
bo są znaki na niebie,
znaki przy drodze,
znaki na murach.
znaki interpunkcyjne.
kropki, średniki, przecinki,
myślniki, pytajniki, nawiasy,
dwukropki, wielokropki..........
w końcu całe zdania.
przetwarzam je cyfrowo
i nadal równomiernie iluminuję

środa, 10 grudnia 2008

pieśni alarmowe

Zapal środkową część.
No, chociaż środkową.
Po tym uważaj na szczegóły.
Plecaki i teczki.
Duuuże torby.
I twarze z wyjaśnieniem
“ ja mam tam ważne dokumenty -
- i mam pieniądze ”.
Wtedy konstytuujemy znaki i gesty.
_____________________________

I nieraz jest światłość pomiędzy wierszami.
I nieraz umierają nasze dusze.
Tak jak w pewnym wierszu Roberta Pawlaka
( “krowy umierają cicho // jak pasikoniki” )
A niekiedy jest święto : nieczynne -
- przepraszamy.
I bardzo często pojawia się sygnał :
ZAPAL ŚRODKOWĄ CZĘŚĆ.
Koniecznie.

sobota, 6 grudnia 2008

proszę państwo

i kiedy zapalili lampy uliczne
i spojrzeli na to co pozostało
ogłosili „swoją” konstytucję

spojrzałem później na zegarek
stwierdzając:
- nie jestem ojcem jakiegokolwiek
dziecka
(do tej pory nie słyszałem nic
o alimentach)
- nie jestem poetą
(do tej pory nikt nie zapytał:
a co pan chciał powiedzieć
w tym wierszu?)

a potem pogasili
lampy, papierosy, uczucia
i już nie patrząc na wszystkich
„swoje” zrobili

bracia bum


blues mieszka w ...

kawiarnia na rogu (okrutnego nieba)

Poproszę Kafkę - rzekł gość
Kafkę małego czy dużego ?
Kafkę mocnego czy słabego ?
Kafkę...

Wszystko jedno - byleby nie pływał w nim
Józef K. - nabawiłbym się niestrawności
Czyli mocny duży Kafka bez Józefa -
- już lecę - świsnął kelner

(trzepot skrzydeł mlasnął, powietrze zadrżało)
(Henryk położył głowę na stoliku)
(dosiadła się do niego kobieta)

Jutro trzynasty dzień tygodnia - jestem przesądna
Eeee taam ! pewnie szefowi znów zegarek stanie

(popatrzył na nią, zerknął na przezroczyste piersi)
(przy lewej tykało niebieskie serce)

Dochodzi dziewiąta
(kelner przyniósł Kafkę)
(z Kafki wyjrzała przerażona twarz Józefa K.)

wtorek, 2 grudnia 2008

shalom

contemporary idea

obywatelu!
poezja cywilna jest naszą
wspólna sprawą!
zapoznaj się z sygnałami alarmowymi
i przekaż je innym.
alarm powietrzny:
dźwięki powtarzające się
w modulowanych wersach
alarm o skażeniach:
dźwięki trwające 10 sekund
powtarzane przez 3 minuty
w trzech tryptykach.
alarm o klęskach żywiołowych
i zagrożeniu środowiska:
dźwięk ciągły trwający
3 wiersze.

po odwołaniu alarmu wyjechać z miasta.
po prostu wyskoczyć z ubrania,
z przyzwyczajeń.
nie odbierać telefonu.
zwyczajnie.
oddychać pełną piersią
i słuchać tego dźwięku.
najmniejszego.

niedziela, 30 listopada 2008

nochal

jesień (przyszło mi zwariować)




weight of the world


pomiędzy

Kilkanaście tysięcy na Plantach.
Kilkadziesiąt tysięcy kończyn pomiędzy atomami.
Pomiędzy nimi mężczyzna. Zapala Camela.

Pomiędzy tysiącami głos. Wchodzi przez
odrętwiałe kończyny - wchodzi w tysiące.
Wibruje umysłami. Ugniata.

Mężczyzna dopala i przypala.

Tłum faluje, a z nim
drzewa - kamienie - powietrze.
Głos wciska się między spocone
C I A Ł A.
Głos mówi, że grzechy mają paszcze.

Oddech. Następny papieros. Kaszel.
Mówi swoim językiem.
Wiatr odchyla niektóre nie-słowa.
Niektóre.

czwartek, 27 listopada 2008

ostatni dzień w mieście golema

wczesne niedzielne popołudnie na Vinohradach
gdzie słońce przechodzi ukradkiem przez gałęzie
i przeplata się z „Shaking the Tree” Gabriela.
mówię Gosi, że ładnie wygląda leżąc na trawie.
„eee tam!”. popija Pilsnera i uśmiecha się.
na skórze powstają wielobarwne slajdy.
patrzę na nie, zapisuję w pamięci
i powoli zaciągam się Spartami.
nieruchomo wpatrzeni w szmery
ewakuujące się przez niedomknięte dłonie.
nad praskimi antenami
potrafią afirmować elektryczność
i niezauważone
wczepiać się
na eins zwei drei.

wtorek, 25 listopada 2008

flamenco

wiatr śpiewa o ogniu
w środku zimy

drzewa śpiewają o srebrze
które kobieta nosi przy sercu

cyganie śpiewają o wolności
która narodzi się jesienią

niedziela, 23 listopada 2008

na południe od granicy, na zachód od słońca

ambient 2

szmery w tramwaju.
odległości dzielące szmery
rozchodzą się równomiernie
po liniach trakcyjnych.
szmery w metrze.
kształty pomiędzy szmerami
permanentnie zmieniają się
w zależności od mijanej stacji.
szmery w taksówce.
jednoczesne miarowe
tykanie taksometru
i skrzypienie tylnego siedzenia.

niedziela, 26 października 2008

ambient 3

Podczas gdy kochamy się
tonalnie,
tekstura słów wnika
w ścianę.
Podczas gdy tekstura zanika
powstaje obraz werbalny.
Podczas gdy zaczyna przemawiać
werbalobraz,
utrwalają się zapisane na ciałach
fraktale.

we dwoje (ciepło)

listy z iwo jimy

twoje usta odciśnięte
na winylu (a nie na cd)
właśnie to mnie porusza
surowy old school
a nie plastik
weekendowych namiętności

szaro, ale razem

i obrót na trzy

raz dwa, raz dwa
a potem krzyżyk i kółko
guzik z pętelką
groch z kapustą
bolek i lolek
serbia i kosowo
gin z tonikiem
jak kot z psem
po – psl
wisła – legia

tysiące punkcików iskrzą
niezagojoną rewolucją

Matka Boska (w wersji marsylskiej) czuwa

...no i zacząłem przygodę z blogiem...

Witam. Jeśli trafiłe(a)ś na stronę tego bloga to albo ktoś podał Ci namiary albo metodą tylko Tobie znaną wyszukałe(a)ś mnie w sieci. Zawarte wiersze i zdjęcia to efekt ostatnich miesięcy, dni, etc. Zobaczymy jak to się potoczy...